Uraz głowy u dziecka – panikować czy nie?

Znacie tą przypowieść jak traktuje się kolejne dzieci, gdy połkną monetę? Z pierwszym dzieckiem jedzie się do szpitala, z drugim czeka się aż odda, a trzeciemu potrąca się z kieszonkowego. Coś w tym jest.

W poniedziałek po lekcjach Paulinka zadzwoniła do mnie, że na lekcji w-f niechcący uderzyła ją piłka od siatkówki (rykoszetem). Piłka trafiła prosto w głowę, w okolice ucha. Powiedziała, że głowa trochę boli. Gdy wróciłam do domu obejrzałam głowę – nic niepokojącego nie było. Postanowiłam obserwować.

Na drugi dzień Paula zaczęła się skarżyć bardziej – że głowa boli, że pulsuje i czuje jakby była taka ciężka. Postanowiłam skonsultować to z lekarzem. Podczas rozmowy telefonicznej dowiedziałam się, że powinnam jechać z nią na sor i to do szpitala, w którym jest oddział neurologiczny. Niby z pozoru błahy uraz u dziecka z padaczką i zapaleniem mózgu może się skończyć źle. „Zachęcona” przez lekarza, zabrałam dziecko i pojechałam.

Na sor wiadomo, trzeba swoje odczekać. Dzieciaków z urazami było wyjątkowo dużo. Po jakiejś godzinie oczekiwania weszłyśmy do lekarza. Posłuchał co się stało, zbadał córkę i skierował na tomografię głowy i odcinka szyjnego kręgosłupa. A także, co mnie zaskoczyło – kazał Paulinie usiąść na wózek inwalidzki i zabronił chodzić. Po kolejnej godzinie otrzymałyśmy wynik – prawidłowy. Nie doszło do żadnego urazu wewnątrz. Odetchnęłam z ulgą, tym razem miałyśmy szczęście. Jednak dostałam zalecenia, aby nadal ją obserwować i w razie wystąpienia niepokojących objawów zgłosić się ponownie. Ponadto Paulina ma się oszczędzać i nie ćwiczyć na lekcjach w-f przez dwa tygodnie. Mimo, że wróciłyśmy do domu późno w nocy – mogłam spać spokojnie. Dziś dla bezpieczeństwa zostawiłam ją w domu. Głowa boli coraz mniej, więc idziemy w dobrą stronę. Jednak ja już dziękuję za taki atrakcje.

Udostępnij! 😀

Dodaj komentarz